Artur Melik-Kazarjan Zakon Złamanej Pieczęci Cień Stötham 2025 Synopsis «MYŚLAŁ, ŻE PO PROSTU TAŃCZY Z NIĄ W BARZE. OKAZAŁO SIĘ, ŻE TO POCZĄTEK RYTUAŁU, ZDOLNEGO ZNISZCZYĆ ŚWIAT» Ich pierwsze spotkanie było snem. Ich drugie spotkanie — koszmarem na jawie. Tom i Caroline, zjednoczeni przez starożytny artefakt, są tylko pionkami w grze tajnego zakonu, który przeniknął do samego serca Watykanu. Aby zatrzymać rytuał zdolny otworzyć bramy ciemności, będą musieli kroczyć po ostrzu noża między rzeczywistością a szaleństwem, gdzie każdy sen może być pułapką, a każde przebudzenie — początkiem nowego koszmaru. Ich wiara to ostatnia tarcza na drodze do apokalipsy. Zakon Złamanej Pieczęci. Cień Stötham Mistyczny thriller, w którym stawką są losy ludzkości. 2 Wszelkie prawa zastrzeżone © Artur Melik-Kazarjan, 2025 Zakon Złamanej Pieczęci. Cień Stötham Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana w systemie wyszukiwania ani przekazywana w jakiejkolwiek formie ani za pomocą jakichkolwiek środków — elektronicznych, mechanicznych, fotokopiowania, nagrywania lub innych — bez uprzedniej pisemnej zgody autora, z wyjątkiem krótkich cytatów używanych w recenzjach lub pracach naukowych. 3 4 Spis treści Synopsis ......................................................................2 Rozdział 1 ..............................................................................8 Rozdział 2 ...........................................................................18 Rozdział 3 ...........................................................................30 Rozdział 4 ...........................................................................37 Rozdział 5 ...........................................................................44 Rozdział 6 ...........................................................................54 Rozdział 7 ...........................................................................58 Rozdział 8 ...........................................................................74 Rozdział 9 ...........................................................................82 Rozdział 10 .........................................................................92 Rozdział 11 .......................................................................101 Rozdział 12 .......................................................................111 Rozdział 13 .......................................................................122 5 Rozdział 14 .......................................................................144 Rozdział 15 .......................................................................155 Rozdział 16 .......................................................................163 Rozdział 17 .......................................................................170 Rozdział 18 .......................................................................186 Rozdział 19 .......................................................................197 Rozdział 20 .......................................................................206 Rozdział 21 .......................................................................219 Rozdział 22 .......................................................................232 Rozdział 23 .......................................................................246 Rozdział 24 .......................................................................261 Rozdział 25 .......................................................................270 Rozdział 26 .......................................................................287 Rozdział 27 .......................................................................299 Rozdział 28 .......................................................................312 Rozdział 29 .......................................................................322 6 Rozdział 30 .......................................................................333 Rozdział 31 .......................................................................344 Rozdział 32 .......................................................................356 Rozdział 33 .......................................................................367 Rozdział 34 .......................................................................380 Rozdział 35 .......................................................................390 Rozdział 36 .......................................................................399 Rozdział 37 .......................................................................408 Epilog .........................................................................427 Rozdział 1 — Czy to w ogóle możliwe? Nie, nie wierzę. Czy ona mogła tak po prostu odejść, zostawiając wszystkie nasze wspólne wspomnienia? I to po tylu latach? — powiedział Tom, z zaskoczeniem patrząc na swoje odbicie w lustrze. Ciężkimi krokami podszedł do łóżka, opadł na pogniecioną pościel i mocno zasnął. To było lato w Los Angeles. Było strasznie gorąco. Nawet w nocy ulice były puste z powodu nieznośnego upału. — Co za noc, nawet nie ma czym oddychać — mruknął Tom przez zęby, wstając. — Łyk czegoś do picia by nie zaszkodził. Podszedł do lodówki, uchylił drzwi i wykrzyknął z rozpaczą na widok pustych półek. — O nie!.. No dobra, pójdę do baru — powiedział, zatrzaskując drzwi. Szybkimi krokami, mijając domy, Tom dotarł do baru, w którym zawsze podawano świeże i zimne piwo. 7 — Jedno zimne piwo — poprosił barmana, siadając przy ladzie barowej. — Mam nadzieję, że jest świeże i zimne — zapytał, bardziej by rozprozyć wątpliwości niż z prawdziwej ciekawości. — Tak, sir, tutaj piwo zawsze jest świeże — odpowiedział barman. Okrągła lada barowa zajmowała środek sali. Wokół stały wysokie stoliki z krzesłami barowymi, a wzdłuż ścian ciągnęły się miękkie kanapy z niskimi ławami. Ściany były udekorowane w stylu retro — płyty winylowe, pożółkłe wycinki z gazet, stare plakaty. Cała atmosfera tworzyła poczucie spokoju i zapomnienia o codziennych problemach. To przyciągało klientów z różnych sfer społecznych, którzy chcieli oderwać się od codziennych trosk. Rozglądając się, Tom zauważył obraz na przeciwległej ścianie. Był namalowany jaskrawymi kolorami i emanował niezwykłą energią. Obraz, jak wydawało się Tomowi, był stary: w centrum przedstawiony był mały domek na skraju lasu, przed którym rozciągało się pole pełne różnokolorowych kwiatów, których zapach zdawał się do niego docierać. Na progu domu 8 siedziało małżeństwo, objęte i przyglądające się dzieciom bawiącym się niedaleko. Jednak w przeciwieństwie do tego idyllicznego krajobrazu, Tom zauważył ukrytą w lesie postać mężczyzny, który zza krzaków obserwował ich z zatroskaną i napiętą twarzą. — Wasze piwo, sir — powiedział barman, podając kufel zimnego piwa i odciągając Toma od obrazu. — Dziękuję — rzekł wdzięczny i wypił je jednym haustem. — Jeszcze jedno. Ponownie kierując wzrok na obraz, nie zauważył, że obok niego usiadł nieznajomy. — Coś w tym jest, prawda? — powiedział. — Coś niezwykłego, ieopisanego... Jak pan myśli? — Tak, ma pan rację — powiedział Tom, odwracając się do nieznajomego. — To tak, jakby cię pochłaniało. Jakaś magia. Ciekawe, kto jest autorem? — Nikt nie wie — odpowiedział nieznajomy. — Mówią, że pewnej nocy, bardzo późno, właściciel baru usłyszał pukanie do drzwi. Otworzywszy je, nikogo nie zastał, na progu leżała tylko ciężka paczka. Po jej otwarciu odkrył 9 ten obraz. A pod spodem — notatkę. Na pożółkłym papierze napisane były tylko trzy słowa: „Po drugiej stronie rzeczywistości”. W podpisie: Zakon Złamanej Pieczęci. Od tamtej pory wisi tutaj, nadając temu miejscu mistyczny urok. — Tak... Dość mistyczne — zgodził się Tom. — Nawiasem mówiąc, jestem Tom. Miło pana poznać, panie... — Diementiew. Z Niemiec. — A jak pan się tu znalazł? — W interesach, drogi Tomie. W bardzo ważnych interesach. — A czym pan się zajmuje? — Powiem panu w tajemnicy: jestem wysokiej rangi urzędnikiem państwowym. Mam tutaj specjalną misję. Diementiew był mężczyzną około pięćdziesiątki, średniego wzrostu, o błyszczących i nieco zaczerwienionych oczach oraz ostrych rysach twarzy. Był dobrze ubrany i mówił wyraźnie, bez akcentu. — A pan? — zapytał. — Cóż… właściwie niczym szczególnym… Jak wyjdzie. W rzeczywistości jestem pisarzem — odpowiedział Tom, wchodząc w cudzą rolę. 10 — A dużo książek pan napisał? — kontynuował Diementiew. — Na razie tylko piszę — odpowiedział z uśmiechem Tom, sięgając po szklankę piwa. — A pan? — zapytał, odwracając się w stronę Diementiewa i w tej samej sekundzie zamarł, rozglądając się z zaskoczeniem. Diementiew zniknął. — Gdzie on się podział? — mruknął Tom, opróżniając piwo jednym haustem. — Cóż, czas na mnie — zostawiając pieniądze na ladzie, wyszedł z baru. Na ulicy była już noc. Upał zelżał. Wiał lekki i orzeźwiający wiatr, który zapraszał na spacer. — Jak przyjemnie. Pójdę na plażę — zdecydował Tom. Schodząc nad morze, usiadł bezpośrednio na piasku przy brzegu wody i głęboko odetchnął słonym powietrzem. 11 — Jakie to wszystko przyjemne… — szepnął, rozglądając się wokół. Nocna plaża była piękna. Gwiazdy wydawały się zaskakująco duże, jakby zapraszały do podziwiania swojego piękna. Powoli na plaży zaczęli gromadzić się ludzie, szukający chłodu i świeżego powietrza. Niedaleko spacerowała młoda para, głośno się śmiejąc i pijąc piwo. — Tom! — nagle rozległ się głos. — To ty, stary? Co tu robisz sam? Tom odwrócił się i rozpoznał swojego starego kolegę, który przechodził tamtędy z grupą znajomych. — Jak miło cię widzieć, przyjacielu — powiedział. — Dołącz do nas! Co tu straciłeś? Chodź bawić się z nami — nalegał kolega. — Nie, dzięki, wy się bawcie, ja jeszcze trochę posiedzę nad morzem — opierał się Tom. — Nie bądź taki, chodź z nami, będzie fajnie. — Chodź, chodź! — krzyczały dziewczyny z grupy. Tom zrozumiał, że się od nich nie uwolni, i ustąpił. — Dobra, przekonaliście mnie. — Poznaj: Julia, Maja, Frank, Caroline. — Miło mi was poznać, jestem Tom — przedstawił się uprzejmie. — Dokąd idziemy? — Chodź, zobaczysz. 12 Kilka ulic dalej weszli do baru. Atmosfera była wesoła — muzyka na żywo, tańce, śmiech, rozmowy, wszystko było ze sobą przeplecione. Po zajęciu miejsc przy przytulnym stoliku i wypiciu kilku łyków whisky wszyscy wstali do tańca. Tylko Tom został przy stole. Wpatrując się w jeden punkt, ze smutną twarzą odprowadził ich wzrokiem na parkiet. — Chodź potańczyć — powiedziała Caroline, podchodząc do niego. — Nie, nie mam zbytnio ochoty… — Chodź, chodź — pociągnęła Toma za rękę. Wbrew woli, ale bardziej z grzeczności, wstał. Muzyka ryczała, cały bar tańczył i bawił się. Tańczyli długo, aż zmęczeni przytulili się do siebie, ledwo się ruszając. W tym krótkim czasie Tom i Caroline bardzo się do siebie zbliżyli. Na chwilę zapomniał o Katherine, która niedawno go opuściła. Uczucie do Caroline było nowe, niewytłumaczalne. Łączyła ich nie tylko atmosfera baru czy whisky, między nimi zrodziło się coś subtelnego, wręcz magicznego. Patrzyli na siebie z wzajemnym zachwytem. But nagle światła zgasły. 13 Wszyscy zamarli, nie rozumiejąc, co się dzieje. Sekundę później światło znowu się zapaliło, ale przed Tomem stała już inna dziewczyna. — Kevin, chodź usiądziemy — powiedziała i przeciskając się przez tłum, skierowała się do lady barowej. Tom stał zdezorientowany, nie rozumiejąc, do kogo się zwracała. Kim był ten Kevin? Gdy Tom stał tam, próbując pojąć, co się stało, rozejrzał się i w tłumie zauważył Diementiewa. — Mój przyjacielu, co pan tu robi? I gdzie pan wtedy zniknął? — wykrzyknął zaskoczony Tom. Diementiew podszedł, uśmiechnął się i szepnął mu do ucha: — Obudź się... bo jesteś we śnie. Tom nagle otworzył oczy. Cały zalany potem, zerwał się na szpitalnym łóżku i głęboko odetchnął. Powietrze było ciężkie, duszące, upał — nieznośny. Próbując dojść do siebie, wstał, podszedł do lodówki i zajrzał do środka, mając nadzieję na znalezienie jakiegoś chłodu. Nic nie znalazłszy, postanowił pójść do baru. Wychodząc z domu, na chwilę zatrzymał wzrok na plaży. Na dole, przy wodzie, stała dziewczyna. W tym momencie coś wydało mu się w niej dziwnie znajome. Wciąż pod wpływem snu, powoli ruszył w stronę morza. Podchodząc blisko, zatrzymał się. Dziewczyna wciąż stała na samym brzegu wody, patrząc na horyzont. 14 — Caroline! — zawołał Tom. — Tom! — odwróciła się zaskoczona. — Więc to nie był sen? — krzyknęli obaj jednocześnie, patrząc sobie prosto w oczy. — Czekaj... dlaczego powiedziałeś „sen”? — zapytała Caroline. — A ty? — Byłem w barze, tańczyłem z tobą... Potem światło zgasło i znalazłem się z inną dziewczyną, która nazwała mnie Kevinem. Potem zobaczyłem znajomego, a on powiedział mi, że to sen. I obudziłem się w swoim łóżku. Ale jeśli to był sen... jak to możliwe, że się znamy? — Czekaj... — zaczęła Caroline — ja i moi znajomi idziemy do baru i po drodze spotykamy ciebie... Tańczyliśmy, potem światło zgasło. Po tym znalazłam się tutaj, na plaży. Byłam zdezorientowana, nie rozumiejąc, co się stało. Jakaś kobieta podeszła do mnie i powiedziała: „Słuchaj, Caroline, nie ma czasu na wyjaśnienia. Jesteś w niebezpieczeństwie. Kiedy się obudzisz, przyjdziesz tutaj, tutaj go znajdziesz”. Budząc się przerażona w moim łóżku, baby była pod takim wrażeniem tego snu, że postanowiłam tu przyjść. I oto tu jesteś. — Co się dzieje? — wykrzyknęli obaj naraz, patrząc na siebie w kompletnym osłupieniu
Zakon Złamanej Pieczęci
Zakon Złamanej Pieczęci
550 грнMyślał, że po prostu tańczy z nią w barze. Okazało się, że to początek rytuału zdolnego zniszczyć świat. Tom i Caroline, zjednoczeni przez starożytny artefakt, są tylko pionkami w grze tajnego zakonu.